O co chodzi lokatorom?

Bartłomiej Kozek, 2011-03-29 14:49

- Ratusz zapewnia, że o budowaniu nowych mieszkań pamięta, jednak praktyczna strona tych zapewnień wygląda niewesoło - pisze Bartłomiej Kozek z Partii Zielonych.

Bartlomiej Kozek Fot. Joanna Erbel Bartłomiej Kozek jest przewodniczącym warszawskich Zielonych.

Od miesięcy na posiedzenia Rady Warszawy przychodzą kilkudziesięcioosobowe grupy ludzi - z transparentami, a nierzadko nawet własnym sprzętem nagłaśniającym. Wśród wielu tego typu grup jedna szczególnie się wyróżnia - to reprezentacja środowisk lokatorskich. W ostatnim czasie sporym echem odbiła się tajemnicza śmierć jednej z jego czołowych działaczek, Jolanty Brzeskiej, której spalone ciało odnalezione zostało w Lesie Kabackim. Okoliczności tego zdarzenia pozostają niejasne, choć oficjalnie mówi się o samobójstwie, to z relacji osób znających ją osobiście i współdziałających od wielu lat pojawiają się wątpliwości.

Niestety, nawet tak tragiczne zdarzenie nie spowodowało wśród sporej grupy warszawskich radnych refleksji na temat aktualnej sytuacji mieszkaniowej w stolicy Polski. Robiący dobrą minę do złej gry Ratusz zapewnia, że o budowaniu nowych mieszkań pamięta, jednak praktyczna strona tych zapewnień wygląda niewesoło. Dość spojrzeć na fakt przywoływany przez rzeczone środowiska lokatorskie - na lata 2008-2012 miasto zapowiada zbudowanie 2.500 mieszkań komunalnych, podczas gdy w samy 2008 roku na "obsłużenie" kolejki osób oczekujących na lokal komunalny należałoby przeznaczyć 5278 lokali. Pokazuje to chyba najlepiej, jaka jest skala opisywanego przez ruch lokatorski zjawiska.

Kiedy podczas starań o reelekcje Hanna Gronkiewicz-Waltz argumentowała, że kończy się powoli czas wielkich inwestycji, a zaczyna - dbania o jakość życia w Warszawie, wydawać by się mogło, że kwestie budownictwa mieszkaniowego powinny być jednymi z najważniejszych mierników realizacji tego typu hasła. Mało co wskazuje na to, by po wyborach zmieniło się coś na lepsze - główne działania Ratusza (przynajmniej te najbardziej eksponowane wizerunkowo) zdają się skupiać na walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, podczas gdy temat mieszkalnictwa nie pojawia się już tak często, jak podczas kampanii wyborczej.

Tymczasem lokatorki i lokatorzy alarmują - posiedzenia organizowanych przez miasto Warszawskich Spotkań Mieszkaniowych są głównie areną urzędniczego monologu, udowadniającego, jak to władze miasta nic nie mogą, poza tym, co robią już teraz. Tymczasem brak publicznej konkurencji w postaci taniego budownictwa komunalnego psuje rynek mieszkaniowy w Warszawie. Widać to wyraźnie po ofertach nowego budownictwa, cenowo dostępnego głównie dla wyższej klasy średniej, a i to pod warunkiem związania się wieloletnim spłacaniem kredytu.

Sytuacja osób, którym zasoby finansowe nie pozwalają nawet marzyć o tego typu zakupie jest jeszcze gorsza - o przykładach patologii możemy przeczytać chociażby w raporcie o polityce lokalowej Warszawy, przygotowanym przez Stronę Społeczną. Od ich czytania włos jeży się na głowie - któż o zdrowych zmysłach mógłby przypuszczać, że w naszym mieście zdarzają się takie sytuacje, jak pobieranie przez Zakład Gospodarowania Nieruchomościami naliczanego wstecznie czynszu w wysokości 3% wartości odtworzeniowej, bez wcześniejszego, pisemnego wypowiedzenia wysokości najmu? Jak dużą wyobraźnie (zakładającą duże stężenie złej woli ze strony urzędów, które powinny służyć nam wszystkim?) trzeba mieć by założyć, że lokatorom mieszkań czynione będą trudności, kiedy będą do nich chcieli wrócić po remoncie kapitalnym budynku, ponieważ standard życia zwiększa się w nim do poziomu, który im zdaniem urzędników nie przysługuje? Jak aspirujące do kulturalnych laurów miasto może jednocześnie dopuszczać do sytuacji, opisywanych wielokrotnie przez działaczki i działaczy lokatorskich, jak na przykład Anna Kalbarczyk-Perzanowska z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, eksmisji do lokali zastępczych, będących wręcz zagrożeniem dla ludzkiego zdrowia i życia, jak w wypadku cukrzyka, przeniesionego do... kotłowni? Odpowiedzi na te pytania, niestety, nie słyszymy.

Strona: 1 2

Komentarze (1)

  • panda2011-04-07 12:26

    Świetna wypowiedź. To straszne, że w wizji Ratusza trzeba spaść na samo dno, aby móc się ubiegać o mieszkanie komunalne. Kto nie jest na dnie, ma być właścicielem! - i już. A skąd ma na to wziąć? - a, to już jego sprawa.
    TO SIĘ NAZYWA NOWOCZESNOŚĆ??? Spójrzcie na Anglię, spójrzcie na Niemcy!

    + odpowiedz | cytujOceń: 0

Imię/nick:

Komentarz:

  Akceptuję warunki polityki prywatności.

 

Nie przegap

Słówko dnia

Sabat
(łac. sabbatum) u Żydów – siódmy dzień tygodnia, przypadający w sobotę, obchodzony jako święto

Ostatnie wypowiedzi

reklama

Komentowane

Plusożercy

W obiektywie

  • Wybuch w centrum Warszawy (Foto)
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz.1
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz. 4
  • "Złota Rybka" dla Roberta Mazurka
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz.2
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz.2
  • Wyścigi gokartów w Warszawie cz.1 - fotoreportaż bez komentarza
  • Tour de Pologne 2010 - fotoreportaż bez komentarza cz.2
  • Wyścigi gokartów w Warszawie cz.1 - fotoreportaż bez komentarza
  • Samba na ulicach Pragi (foto) cz. 3
  • Nowe składy metra o nazwie Inspiro (wizualizacja)