W sieci

Oferty sponsorowane

reklama

Jednostki kleryckie w Ludowym Wojsku Polskim

t.w., 2010-06-06 10:45

Wszyscy duchowni w PRL byli objęci represjami, dotyczyło to również kleryków wcielanych do Ludowego Wojska Polskiego. W jednej z trzech specjalnych jednostek dla księży służył również x. Jerzy Popiełuszko.

gen. Wojciech Jaruzelski i Fidel Castro w maju 1972 gen. Wojciech Jaruzelski (symbol PRL oraz stanu wojennego) i Fidel Castro w maju 1972.

 Do początku lat 50-tych w wiezieniach powojennej polski zamkniętych było około 1000 duchownych. Ateistyczne państwo postrzegało Kościół Katolicki jako głównego wroga skutecznie broniącego wspólnotę narodową przed komunistycznym eksperymentem. Wraz za stabilizacją narzuconego systemu władzy, walka z Kościołem przybiera bardziej subtelne, jednak nie mniej brutalne metody. Możemy do nich zaliczyć próby odciągnięcia od stanu duchownego kandydatów na księży. Przymusowy pobór oparty na niejasnych kryteriach, przeprowadzany mimo tego, iż umowa komunistycznego państwa z Kościołem z 1950 roku nie przewidywała takiej możliwość. Pobór kleryków do LWP był zatem działaniem nielegalnym nawet na gruncie ówcześnie obowiązującego prawa. Wzmiankowana umowa mówiła, że powołania do wojska następować będą dopiero po zakończeniu seminarium i wyświęceniu, po czym klerycy automatycznie mieli być kierowani do rezerwy. W praktyce kleryków wcielano w kamasze w taki sposób aby maksymalnie zdezintegrować kształcenie w seminarium.

W 1959 roku rozpoczyna się proces przymusowego wcielania alumnów do Zasadniczej Służby Wojskowej. Mechanizm poboru przeprowadzony był w taki sposób, aby jak najbardziej wydłużyć przerwę w seminaryjnej edukacji. Wszyscy studenci płci męskiej świeckich uczelni wyższych nie przerywając toku studiów odbywali studium wojskowe. Poszczególni alumni wcielania byli pojedynczo do różnych jednostek na terenie całego kraju. Celem wcielenia kleryka do służby wojskowej, było poddanie go indoktrynacji materialistycznej ideologii,a następnie mniej lub bardziej przymusowe doprowadzenie do rezygnacji z dalszej nauki seminaryjnej. Szybko okazało się, iż zakładane przez wojskowe władze efekty się nie sprawdzają. Jak pisze ks. Andrzej Lesiński w książce „Służba wojskowa kleryków w PRL 1959-1980” w większości przepadków klerycy „wywierali pozytywny wpływ na kadrę zawodową i żołnierzy (…) stawali się ich duchowymi przywódcami”. Co ciekawe oprócz „chrystianizowania” bezpośredniego otoczenia, wywierali oni „wrogi” z punktu widzenia władz wpływ również na rodziny zawodowych wojskowych. Okazało się, że klerycy wrzuceni w masę młodych mężczyzn, poddanych od urodzenia ateistycznej indoktrynacji znakomicie sobie radzili. Przewyższając intelektualnie (przerwane studia wyższe) ogół żołnierski, wykonywali sumiennie obowiązki, jednocześnie zachowywali bierność na intensywnie przeprowadzanych szkoleniach politycznych. Ks. Jan Zając w książce Artura Olędzkiego "Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkanie po latach. Wywiady" wspomina „Cały czas trwała walka psychologiczna z nami. Grafik zajęć był bardzo wyśrubowany, żeby żołnierz nie miał czasu na cokolwiek innego poza regulaminowymi obowiązkami. A zajęć mieliśmy mnóstwo (w większości teoretycznych): z różnych dziedzin obronności i walki, polityczne (bardzo zwracano na nie uwagę!). Musieliśmy na świetlicy słuchać audycji, czytać prasę (obowiązkowo Żołnierza Wolności), czy oglądać filmy. Gdy spotkali kogoś czytającego książkę, od razu sprawdzali, co czyta. Nie było wolno mieć więcej niż dwie książki katolickie i to wydane już za władzy ludowej. Wcześniejsze wydania czy skrypty były uważane za literaturę nielegalną i zabierano je do depozytu na czas całej służby. Chodziło o to, żebyśmy w czasie tych dwóch lat w wojsku nie próbowali studiować, co jednak niektórzy robili i przygotowywali się do egzaminów zwłaszcza, gdy byli na niższym roku studiów, kiedy nie było jeszcze bardzo trudnych przedmiotów teologicznych. Było w tej sprawie specjalne porozumienie między biskupami, dlatego można było zdawać egzaminy np. w warmińskim seminarium w Olsztynie”. Przyszli Księża byli silni poparciem swoich seminaryjnych nauczycieli oraz parafii znajdujących się w okolicach jednostek wojskowych, mimo tego, iż władze właśnie w nich starały się umieścić kapłanów skłóconych z hierarchią kościelną, podobnie było z kapelanami. Umundurowani klerycy utrzymywali intensywną korespondencję z kolegami z seminarium, dzielili się z żołnierzami zawartością napływających do nich paczek. Wszystkie powyższe czynniki powodowały, iż z reguły zdobywali sobie szacunek kolegów. Każdemu alumnowi przyporządkowany był „opiekun”, oficer o „materialistycznych poglądach” będący członkiem partii. System odciągania alumnów od wstąpienia do stanu duchownego, polegający na rozpraszaniu ich po różnych jednostkach, nie sprawdza się. W czasie jego 5 letniego funkcjonowania w najlepszym wypadku tylko około od 7% do 8 % kleryków rezygnowało z powołania. Ogromne koszty kontrolowania rozproszonych kleryków oraz „negatywny” wpływ jaki wywoływali u żołnierzy spowodował, iż zmieniono zasady ich „służby”. Uskutecznienie metod zniechęcenia kandydatów do posługi duchownej było „głównym celem prac wychowawczych nad nimi”. Całą operację przeprowadzał Wojciech Jaruzelskie, będący wówczas Szefem Głównego Zarządu Politycznego WP.

Kompanie kleryckie

W wyniku raportu, który do historii przejdzie pod nazwą „Informacja Jaruzelskiego” zmieniono system służby wojskowej alumnów. Od 1965 roku zaczęto formować tzw. „kompanie kleryckie” miały one wchodzić w skład dużych garnizonów stacjonujących w miastach. Nie jest przypadkiem, iż wybrano ich lokalizację na tzw. „ziemiach odzyskanych”. Dokładnie w Gdańsku, Opolu i Szczecinie, które do 1973 roku pozbawione były struktur diecezjalnych. Wkrótce klerycy w mundurach z Gdańska zostali przeniesieni do Bartoszyc (jednostka księdza J. Popiełuszki), „opolanie” trafili do Brzegu. Najpóźniej powstała jednostka w Szczecinie-Podjuchach została na swoim miejscu. W 1966 roku „kompanie kleryckie” przekształcono w Samodzielne Jednostki Wojskowe Ratownictwa Terenowego, zostały one pozbawione charakteru bojowego. Jednocześnie zostały podporządkowane je bezpośrednio Głównemu Zarządowi Politycznemu Wojska Polskiego. Władze Kościelne były zaniepokojone nową formą służby kleryków, w tej sprawie w MON kierowanym przez M. Spychalskiego, interweniował sam Prymas Wyszyński. Powróćmy jeszcze raz do wspomnień Ks. Jan Zając „w tej jednostce z zasady nie dopuszczano, żeby żołnierz miał jakąkolwiek chwilę prywatności, czy możliwość spotykania się z kolegą spoza swej kompanii, często dostawał kary polegające na zakazie opuszczania koszar, tzw. ZOK, w związku z czym musiał w pełnym rynsztunku meldować się kilka razy na dzień u oficera dyżurnego. Przy tej okazji był też szykanowany w różny sposób: miał sprawdzaną każdą część garderoby albo rynsztunku, kazano mu posprzątać, wykonać bieg tam i z powrotem lub czołgać się gdzieś po placu, itd. - to był sposób na dokuczenie żołnierzowi (…) To była pod wieloma względami jednostka nietypowa. Nie dawano nam ani dobrego uzbrojenia, ani pojazdów, mieliśmy stary sprzęt, a musieliśmy ćwiczyć bardzo dużo i solidnie. Przemierzaliśmy pieszo dziesiątki kilometrów. Wiadomo, że nie chodziło tutaj o wyszkolenie wojskowe i nie liczono na naszą aktywność bojową, nic z tych rzeczy. Ta jednostka (i jeszcze dwie niedaleko Szczecina – w Podjuchach i Brzegu nad Odrą), to było narzędzie walki z Kościołem."

Skupienie kleryków w „zamkniętych” specjalistycznych jednostkach powiązano z całkowicie nowymi metodami represji wobec nich. Zgodnie z sugestiami Jaruzelskiego jeszcze bardziej zoptymalizowano „czas poboru”, celem „maksymalnej dezorganizacji procesu nauczania w Wyższych Seminariach Duchownych”. Kadrę oficerską „kleryckich kompanii” w większości stanowili absolwenci Wojskowej Akademii Politycznej, dodatkowo kończący Studium Religioznawcze U.W i U.Wr. Oficerowi zostali poddani silnej kontroli, która powodowała, że przy jakiejkolwiek próbie ich fraternizacji z klerykami lub ułatwiania im służby, byli automatycznie przenoszeni. Nad jednostkami czuwali oficerowie „kontrwywiadu wojskowego”, którzy starali się budować „systemy donosów”, zdarzały się sytuację umieszczania podsłuchów w pomieszczeniach w których przebywali żołnierze. Standardową procedurą była perlustracja listów. Do „oddziałów kleryckich” dodawano żołnierzy świeckich, nazywanych przez kleryków „braćmi podłączonymi”, byli to ludzie o sprawdzonej lojalności wobec komunistycznej władzy, członkowie ZMS, kandydaci na członka partii, eksklerycy. Przechodzili oni specjalne szkolenia polegające na nauce symulowania przyjaźni i zdobywania zaufania. Dwuletnia ZSW straciła charter szkolenia bojowego, z reguły około 6 miesięcy w roku klerycy zmuszani byli do ciężkich prac fizycznych. Reszta „służby” przeznaczona była na silną indoktrynację. Jak czytamy w „Informacji Jaruzelskiego” „Praca polityczno-wychowawcza prowadzona z żołnierzami -alumnami z seminarium duchownych musi być nacelowana na zmianę ideologicznej osobowości duchownego i przejście na świecki styl życia”. Praktycznie, polegało to na tym, iż znaczna cześć „służby” wypełniona była wszelkiego rodzaju wycieczkami, konkursami, teatrzykami, gawędami, dyskusjami, oglądaniem filmów. Jeśli chodzi o ten ostatni punkt to np. w latach 1966-68 klerycy-żołnierze obejrzeli około 700 filmów (400 popularnonaukowych, 300 fabularnych – w tym również o charterze erotycznym). Cała struktura działania tych jednostek nastawiona była na zniszczeniu poczucia powołania, poczynając od systemu przepustek, który miał uniemożliwić uczestnictwo w najważniejszych świętach religijnych. Obowiązywał całkowity zakaz zbiorowych modlitw, posiadania jakichkolwiek symboli religijnych. W przypadku modlitw charakterystyczny jest następujący raport z jednostki ze Szczecina „W dniu 13.04 br o godzinie 21 50 przed capstrzykiem w trakcie wejścia do izby żołnierskiej dowódcy drużyny, komendanta tej sali -kpr Korszałowskiego, 6 alumnów po wydaniu przez niego polecenia udania się do łóżek , uklękło do modlitwy (…) podoficer dążąc do przywrócenia naruszonego porządku wojskowego zarządził zbiórkę dla żołnierzy swojej drużyny”.Karą za modlitwę mogło być nawet do 10 dni aresztu, często w zawieszeniu. Oficerowi wyśmiewali religijne „zabobony”, organizowano dla kleryków zabawy z dziewczętami, kuchnie serwowały mięsne jedzenie w piątki. Stosowano również specyficzną korupcję polegająca na możliwości „Przedterminowego zwolnienie ze służby w związku ze zmianą kierunku studiów”. Wojsko w tych sprawach współdziałało z Wydziałami do Sprawa Wyznań Wojewódzkich Rad Narodowych. Jeden z księży wspomina o rozmowach, które miały następujący przebieg "Wy, taki zdolny, inteligentny żołnierz, marnujecie się w seminarium. My załatwimy wam studia na każdej uczelni, nawet na politechnice, nawet w czasie trwania roku akademickiego".Wszystko to, prowadziło do sytuacji w której np. w jednej z jednostek na 73 alumnów, 32 zrezygnowało z dalszej edukacji seminaryjnej. Od polowy lat 70 następuje zmniejszenie liczebności „jednostek kleryckich”, ostatecznie rozwiązano je w 1980 roku.

W ciągu 20 lat funkcjonowania służby wojskowej dla duchownych, ubrano w kamasze prawie 3000 kleryków seminaryjnych i zakonnych. Dziś stanowią oni około 20% duchowieństwa, włącznie z Biskupami. W czasie pobytu w jednostkach narażeni byli oni na działania Wojskowej Służby Wewnętrznej. Dokumentacja zgromadzona w czasie ich służby po wyjściu do cywila przekazywana była do Departamentu IV w Warszawie i wydziałów IV Komend Wojewódzkich zajmujących się walką z Kościołem. To samo dotyczyło papierów świeckich żołnierzy służących z klerykami, stali się oni ważnym zbiorem „aktywów” czwórki. Czy wszyscy klerycy wyszli bez uszczerbku moralnego, o tym nigdy się nie przekonamy ponieważ na bezpośredni rozkaz Cz. Kiszczaka zniszczono prawie całkowicie niezarchiwizowane zasoby dokumentacji mówiącej o „walce z Kościołem”.

Korzystałem m.in. z relacji dotyczących zasobu archiwalnego wydziału IV KW MO w Szczecinie, książek „Mundur i sutanna” Ks S. Pawłowski, „Służba wojskowa kleryków w PRL 1959-1980”ks. Andrzeja Lesińskiego oraz "Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkanie po latach. Wywiady".

Komentarze (4)

  • rez.'732016-12-02 12:22

    Służyłem w JW 3455 w Gdańsku w latach 1971-1973,piątki były dniem bezmięsnym.

    + odpowiedz | cytujOceń: +1
  • lektor2016-08-17 07:22

    bardzo proszę o wspomnienia dot. prowadzenia się moralnosci kleryków podczas odbywania służby wojskowej w Bartoszycach. Chętnie poczytam wspomnień osoby która służyła z klerykami aktywista ZMS.

    + odpowiedz | cytujOceń: +4
  • byłykleryk2014-05-30 11:05

    Kościół katolicki z inspiracji Watykanu był zawsze wrogo usposobiony do władzy lewicowej (komunistycznej) a to z tego powodu że nie ulegał indoktrynacji Papieża, oraz krytyki Piusa XII -go za współpracę z faszystami.

    + odpowiedz | cytujOceń: +2
  • antysolidarnościuch2013-07-31 19:02

    Jestem wielbicielem Generała Wojciecha Jaruzelskiego , tego Wielkiego Polaka , Patrioty i Żołnierza . Człowieka o Wielkim Honorze i Wysokiej Kulturze . Chylę czoło przed tak Wielkim Człowiekiem .

    + odpowiedz | cytujOceń: -4

Imię/nick:

Komentarz:

  Akceptuję warunki polityki prywatności.

 

Nie przegap

Słówko dnia

Sabat
(łac. sabbatum) u Żydów – siódmy dzień tygodnia, przypadający w sobotę, obchodzony jako święto

Ostatnie wypowiedzi

reklama

Komentowane*

Plusożercy

W obiektywie

  • Miedwiediew i Wulff w Warszawie (foto)
  • X-lecie IPN (foto)
  • AIR SOFT GUN, czyli zabawki dla dużych chłopców (foto)
  • Wybuch w centrum Warszawy (Foto)
  • Wyścigi gokartów w Warszawie cz.2 - fotoreportaż bez komentarza
  • Powązki w dniu Wszystkich Świętych
  • Festiwal Salsy w obiektywie (foto) cz. 3
  • Powązki w dniu Wszystkich Świętych
  • "Złota Rybka" dla Roberta Mazurka
  • Black Hawk na Okęciu (foto)
  • Miedwiediew i Wulff w Warszawie (foto)